PUBLICZNE GIMNAZJUM W CZARNKOWIE - ,,Niebo, jako niebieskie wrota do szczęścia'' - cz. 8
Start arrow Archiwum 2010/11 arrow ,,Niebo, jako niebieskie wrota do szczęścia'' - cz. 8
Księga Gości
zobacz Księgę Gości

dopisz się do Księgi

Menu główne
Start
INSTRUKCJA E-DZIENNIKA
Aktualności
Archiwum 2014/15
Archiwum 2013/14
Archiwum 2012/13
Archiwum 2011/12
Archiwum 2010/11
Archiwum 2009/10
Archiwum 2008/09
Archiwum 2007/08
Kontakt
Lokalizacja
Dyrekcja
Kadra nauczycielska
Rada Rodziców
Plan lekcji
Rozkład dzwonków
Zajęcia pozalekcyjne
Dyżury nauczycieli
Spis podręczników
Informacje dla rodziców
Wybrane dokumenty
Galeria
Biblioteka szkolna
Świetlica szkolna
Kąciki przedmiotowe
Higienistka szkolna
Pedagog szkolny
Psycholog szkolny
Hala sportowa
Stara strona
Linki
Konkursy wojewódzkie
Obraz losowy
Koncert 252
Kategoria: ,,Najlepsi z najlepszych" (22.06.2015r.)
Zakonczenie klas 3 121
Kategoria: Zakończenie roku szolnego 2006/07 klas III
Rajd 21
Kategoria: Rajd Gimnazjalisty (26.09.2012r.)
Realizowane projekty
,,Niebo, jako niebieskie wrota do szczęścia'' - cz. 8 Drukuj Email
Redaktor: Koło Dziennikarskie/A.M.   
19.05.2011.

Image     Ból. Niesamowicie silny. Czułam go całym ciałem, jednak najgorszy był w głowie - pulsujący, otępiający, taki, przez który wszystkie myśli ulatywały mi z głowy, na żadnej nie mogłam się skupić.

Poczułam, że mam coś na policzku, chciałam strącić to, ale poczułam rwący ból w ręce i nie próbowałam dalej. Leżałam tak na czymś miękkim jeszcze kilka minut zbierając w sobie siły, aby usiąść. Zastanawiałam się, dlaczego wszystko mnie boli. Ostatnie co pamiętałam, to Robin wyrzucony w bok i silny ból. Otworzyłam oczy, ale wszędzie było ciemno.

Był środek nocy. Słyszałam cichą muzykę, ale nie mogłam przypomnieć sobie tytułu piosenki, ani wykonawcy, w normalnych warunkach te informacje znałabym po kilku sekundach.

Spróbowałam usiąść, ale byłam zbyt zmęczona i poobijana. Jęknęłam z bólu i upadłam na to, na czym leżałam. Zobaczyłam czyjeś oczy spoglądające na mnie z lewej strony. Ten ktoś nagle, bez ostrzeżenia zapalił światło. W pierwszym odruchu chciałam podnieść rękę i zasłonić oczy, ale tylko je zamknęłam. Ręka znów dała o sobie znać

-Co ty wyprawiasz?! – Usłyszałam gdzieś z przodu zdenerwowany głos jakiejś kobiety.

- Sorry. – Mruknął chłopak obok mnie. – Ile jeszcze?

- Nie wiem.

Powoli znów otworzyłam oczy. Leżałam w samochodzie. Chłopak obok mnie wyglądał jak kilka lat starsza wersja Robina. Jego włosy były dłuższe. Proste, sięgały do ramion, też były czarne. Oczy, stalowo – szare, przywodziły na myśl rtęć.

-Lepiej się nie ruszaj – powiedział cicho – jesteś bardzo poobijana. – Jakbym nie wiedziała. Później nic nie mówił. Odezwał się dopiero, gdy dojechaliśmy na miejsce. Bałam się jego i dziewczyny, która siedziała z przodu, jednak musiałam im zaufać. Moje życie było w ich rękach, jednak już obmyślałam plan ucieczki. Nie mogłam z nimi zostać. Podleczę najgorsze rany i zmywam się.

-Musimy jakoś ją przenieść. Idź po kogoś. – Powiedział rozkazującym głosem. Do mnie zwrócił się delikatniej. – Gdy upadłaś trochę się połamałaś, więc przenoszenie może boleć. Ale nie mocno. – Dodał, gdy zobaczył moją przerażoną minę. Nie byłam o tym przekonana, próba podniesienia ręki prawie doprowadziła mnie do płaczu. – Musimy zobaczyć co dokładnie ci się stało i opatrzyć rany. Usta miałam wysuszone. Doszłam do tego, gdy chciałam coś powiedzieć. Zauważył to. Natychmiast powiedział, że jak tylko położą mnie na łóżku da mi coś do picia. Wtedy pojawił się wysoki, chudy szatyn, krótko ścięty. Miał na sobie fioletową bluzkę i dżinsy do kolan.

-Jak ją przeniesiemy? – Spytał na początku. Jego głos nie był tak melodyjny, jak tego, który jechał obok mnie, ale też przyjemny.

-Na tym kocu. – Dopiero teraz zauważyłam na czym leżę.  – Chwyć z tamtej strony. Ja wejdę do środka i chwycę z drugiej – rozkazał. Nikt nie sprzeciwiał się jego rozkazom. To dawało do myślenia. Leżałam nieruchomo, a oni zaczęli przenosić mnie. Wierzyłam w tego, który wydawał rozkazy, szatyn wydawał się zbyt słaby. Gdy wnosili mnie do domu, ból nagle dał o sobie znać. Mimowolnie skrzywiłam się.

Wreszcie mnie położyli na łóżku. Pokój, w którym się znajdowałam został pomalowany na jasną, żywą zieleń. Stało tam tylko łóżko, na którym leżałam, pusty stolik pod lampkę nocną, sofa i telewizor. Pomieszczenie było dość duże. Szatyn już wyszedł, zostałam sam na sam, z tym, o czarnych włosach.

-Pójdę po wodę. – Powiedział i po chwili wrócił z butelką w jednej, a plastikowym kubkiem, w drugiej ręce. Nalał trochę do niego i pomógł mi wypić. Gdy wreszcie mogłam cokolwiek powiedzieć spytałam.

-Jak się nazywasz?

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
PUBLICZNE GIMNAZJUM W CZARNKOWIE
Krzysztof Majewski © Copyright