PUBLICZNE GIMNAZJUM W CZARNKOWIE - ,,Boże, co ja zrobiłam..."
Księga Gości
zobacz Księgę Gości

dopisz się do Księgi

Menu główne
Start
INSTRUKCJA E-DZIENNIKA
Aktualności
Archiwum 2014/15
Archiwum 2013/14
Archiwum 2012/13
Archiwum 2011/12
Archiwum 2010/11
Archiwum 2009/10
Archiwum 2008/09
Archiwum 2007/08
Kontakt
Lokalizacja
Dyrekcja
Kadra nauczycielska
Rada Rodziców
Plan lekcji
Rozkład dzwonków
Zajęcia pozalekcyjne
Dyżury nauczycieli
Spis podręczników
Informacje dla rodziców
Wybrane dokumenty
Galeria
Biblioteka szkolna
Świetlica szkolna
Kąciki przedmiotowe
Higienistka szkolna
Pedagog szkolny
Psycholog szkolny
Hala sportowa
Stara strona
Linki
Konkursy wojewódzkie
Obraz losowy
Rajd 95
Kategoria: Rajd Gimnazjalisty (26.09.2012r.)
Czytamy dzieciom 8
Kategoria: Czytamy dzieciom (03.12.2009r.)
Impreza szkolna 173
Kategoria: ,,Podkówki" (07.04.2016r.)
Realizowane projekty
,,Boże, co ja zrobiłam..." Drukuj Email
Redaktor: Koło Dziennikarskie/Maria Żyła   
24.06.2015.
Image     Usiadłam w niewygodnym krześle przy stoliku. Umięśniony mężczyzna w kominiarce rozkazał mi, abym się nie ruszała stąd, po czym wyszedł z pokoju zostawiając uchylone drzwi. Siedziałam ze spuszczoną głowa i nerwowo bawiłam się palcami. Nagle usłyszałam czyjeś kroki i cichą rozmowę na korytarzu. Próbowałam usłyszeć o czym rozmawiają, ale hałas ciężkich butów uderzających o podłogę był zbyt głośny. Po chwili do pomieszczenia wszedł wysoki brunet, na którego twarzy malowało się zmęczenie, a za nim uzbrojony facet w kominiarce, ten sam, który mnie tu przyprowadził. Mężczyzna podszedł do stolika, wyciągnął z teczki jakieś papiery i dyktafon. Spojrzał w stronę drzwi i ruchem ręki pokazał drugiemu, że ma wyjść. Ten wyszedł i zamknął za sobą drzwi na skobel. Usiadł naprzeciwko mnie i zaczął przeglądać wcześniej wyjęte papiery.

- Więc witam panno Irwin – odezwał się po chwili. – Mam nadzieję, że dobrze pani spała.
- Tak, wspaniale – odburknęłam. Brunet spojrzał na mnie spode łba.
- Dobrze, przejdźmy do rzeczy. Nazywam się Luke Ronson. Muszę zadać pani kilka pytań. Dlaczego zabiła pani pannę Ninę Connor? – odłożył dokumenty i spojrzał na mnie. W pierwszej chwili na myśl o mojej przyjaciółce zaschło mi w gardle.
- Ja jej nie zabiłam – cicho westchnęłam.
- No dobrze, ale miała pani współudział w jej samobójstwie. Dostarczyła jej pani leki, które nie są dostępne bez recepty.
- To nie było samobójstwo i owszem, ale zrobiłam to na prośbę Niny – odpowiedziałam cicho.
- Właśnie przez te leki pani Connor zmarła – kontynuował.
- Tak, ale…
- Czyli przyznaje się pani, że wykradła pani lekarstwa z apteki pani rodziców, a następnie przekazała je Ninie Connor – mężczyzna szybko wyrecytował zadanie patrząc w przestrzeń za mną.
- Tak, ale czy mogę coś powiedzieć?! – krzyknęłam zdenerwowana. Mężczyzna zrobił się czerwony ze złości i mogłam wyczytać z ruchu jego warg jak liczy do dziesięciu. Gdy uspokoił się trochę, poluźnił trochę krawat i znów spojrzał na mnie.
- Proszę, chcę usłyszeć pani wersję zdarzeń, ale ostrzegam niech pani więcej nie podnosi na mnie głosu.
- Nana, to znaczy pani Nina Connor jakieś pół roku temu dowiedziała się, że ma dużego guza w mózgu. Lekarze nie dali jej żadnych szans, powiedzieli, że to tylko kwestia czasu. Mówili, że zostało jej sześć do ośmiu miesięcy. Nina początkowo strasznie się załamała. Przez dwa tygodnie nie wychodziła z domu, cały czas płakała. Jej rodzice także byli strasznie załamani. Ja również. Moja jedyna przyjaciółka, szalona siedemnastolatka z dnia na dzień stała się przerażająco poważna i przestała się uśmiechać. Zachowywała się tak jakieś dwa miesiące, aż pewnego dnia przyszłam do niej jak co piątek. Pamiętam to jakby to było wczoraj. Jej rodzice wpuścili mnie i powiedzieli, że Nina jest w swoim pokoju. Gdy weszłam na piętro, usłyszałam stłumioną muzykę zza drzwi jej pokoju. Gdy pociągnęłam za klamkę moim oczom ukazała się Nina. siedząca przy biurku i malująca się. W tle leciała muzyka. Gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła się szeroko i oznajmiła, że idziemy na urodziny Jenny, jednej z naszych koleżanek. Tego wieczora dobrze się bawiłyśmy, a uśmiech z jej twarzy praktycznie nie schodził ani na moment. Nina znowu cieszyła się życiem. była wiecznie radosna. Zachowywała się tak aż do października. Wtedy coś w niej pękło. Stopniowo przestała się uśmiechać. Miewała częste i bardzo mocne bóle głowy spowodowane tym guzem. Dokładnie pamiętam, dwa tygodnie temu Nana przyszła do mnie i powiedziała, że musimy porozmawiać.. – po moim policzku spłynęła pojedyncza łza spowodowana wspomnieniem o mojej przyjaciółce.
- I o czym chciała z panią porozmawiać? – mężczyzna zachęcił mnie. abym kontynuowała.
- Powiedziała mi, że wyczytała gdzieś, iż jest lekarstwo zmniejszające guza. Tłumaczyła mi, że lekarz jej tego nie przepisze, ponieważ kuracja tym lekiem jej zbyt kosztowna i jej rodziców na to nie stać. I wtedy poprosiła mnie, żebym wykradła ten lek z apteki moich rodziców… Zaczęłyśmy się kłócić, jednak  Nina przekonała mnie, że jej to pomoże i możliwe, że wyzdrowieje. A ja głupia jej uwierzyłam…
- A następnie na prośbę zmarłej wykradła pani leki, tak?
- Tak, długo się wahałam, ale dzień przed śmiercią Nana napisała do mnie, że bardzo potrzebuje tych lekarstw… W końcu złamałam się, w nocy wykradłam to o co mnie prosiła. Nazajutrz dostarczyłam jej leki. W jej pokoju siedział Ashton, nasz przyjaciel. Zanim weszłam, podsłuchałam kawałek ich rozmowy. Chłopak tłumaczył jej jak często powinna zażywać lekarstwa. Gdy tylko weszłam, zobaczyłam na jego twarzy zaniepokojenie. Nagle skończył temat, pożegnał się z nami i szybko wyszedł, mówiąc, że gdzieś się śpieszy. Przekazałam Ninie to co chciała. Bardzo się cieszyła. Wierzyła, że jej to pomoże… Jednak kilka dni po pierwszym zażyciu lekarstwa zmarła. Okazało się, że lek, który miał ją uratować, tylko jej zaszkodził… J-ja nie zrobiłam tego celowo, gdybym wiedziała, że jej to zaszkodzi, nigdy bym jej tego nie dostarczyła… Boże, co ja zrobiłam… - urwałam dusząc się łzami. Spuściłam głowę, a włosy opadały mi kaskadą na twarz, zasłaniając moje czerwone oczy i spływające po policzkach słone łzy. Usłyszałam westchnięcie Ronsona, po czym podsunął mi chusteczkę.
- Sekcja zwłok wykazały, że Nina Connor była uczulona na jeden ze składników tego lekarstwa. Przez to wystąpiła niewydolność dróg oddechowych – westchnął i kontynuował. – Zbadaliśmy tę sprawę i po przeczytaniu widomości pani Connor i przesłuchaniu osób z którymi kilka dni przed śmiercią kontaktowała się ofiara, doszliśmy do wniosku, że osobą, która w dużej mierze jest odpowiedzialna za śmierć pani koleżanki jest Ashton Blank. To on poinformował Connor o tym lekarstwie i zachęcił ją do spróbowania. Jednak to pani dostarczyła jej te leki. Oboje poniesiecie konsekwencje swoich działań. Jaką poniesiecie karę zadecyduje sąd.  Mężczyzna schował dokumenty z powrotem do teczki i ruszył w stronę wyjścia. Przystanął przy drzwiach i odwrócił się w moją stronę.
- Do widzenia – powiedział, po czym wyszedł
- Dziękuję… – wyszeptałam.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
PUBLICZNE GIMNAZJUM W CZARNKOWIE
Krzysztof Majewski © Copyright